ul. Wilcza 29 A lok. 25
00-544 Warszawa
tel. 022 622 11 54
0,00 
X

O autografach w Antykwariacie Kwadryga

Artykuł Przemysława Pawlaka pt. „O autografach w antykwariacie Kwadryga„:

Kilka lat temu przed fasadą Teatru Wielkiego w Warszawie stały wielopiętrowe rusztowania. Miały w sobie coś pociągającego, jakiś niepowtarzalny tupet, bezczelność, z którą nie tylko stały na placu, lecz właziły całą swą stalową konstrukcją w dwudziestokilkuletnie mózgi, rozgorączkowane sobotnią, letnią nocą. Nie można było się im oprzeć… Na wysokości kilku pięter uświadomiłem sobie, że nie dam rady przed przyjazdem policji dotrzeć do gigantycznej Kwadrygi — rydwanu Apollina, wieńczącego portyk teatru od 2002 r.


Od tej chwili szukałem w Warszawie innej, bardziej dostępnej Kwadrygi. Trafiłem na nią przypadkiem. Przez bramę pięknie zachowanej kamienicy przy Wilczej 29A dostrzegłem szyld. Przyzywał z taką samą siłą, jak rzeźba z Teatru Wielkiego. Z sutereny tylnej oficyny promieniowała energia wielu pokoleń. Antykwariat ukryty w tym podwórzu, zapraszał mnie czarem, mocą i gościnnością wszystkich zgromadzonych w nim istnień poszczególnych, panien z Wilka, chłopców z Placu Broni i urwipołciów z Bullerbyn. Już przy trzepaku uważny przybysz mógł wyczuć unoszące się kłęby wspomnień z Maripozy, Mortefontaine, z nieludzkiej ziemi i znad Zatoki San Francisco.

Gdy po raz pierwszy wszedłem, a raczej zszedłem do środka, pomyślałem, że przydałyby się rusztowania sprzed teatru. Na regałach, w szafach, kartonach, na stołach i ułożone w stosach, piętrzyły się po sufit albumy, książki, zeszyty, pocztówki i klasery, grafiki i plakaty… Oprawne w skórę lub półskórek, szyte i klejone, z ambitną grafiką na obwolucie lub tłoczonym, dziewiętnastowiecznym tytułem. Skarby, marzenia, ukochani bohaterowie i podziwiani autorzy, pisarze, poetki, nobliści i nikomu prawie nieznani lub dekady temu zapomniani, niemodni literaci. Ale prawdziwe skarby odkryłem wewnątrz książek…


W nieodległych czasach człowiek pretendujący do miana kulturalnego, musiał czytać — oprócz oczywiście gazet i czasopism — nie tylko klasyczną, uznaną przed wiekami literaturę, lektury szkolne, ale i nowości wydawnicze, od romansu po krytykę teatralną. Książki więc ukazywały się i sprzedawały w nakładach kilkudziesięciotysięcznych. W zasadzie nie książki, a ich kolejne wydania, bo wydań czytelnicy żądali wciąż nowych i nowych. Powszechnym zjawiskiem były kolejki, listy społeczne przechowywane w księgarniach, subskrypcje na powieści, sagi, wydania dzieł zebranych, biografie, monografie miast, słowniki i encyklopedie. Nie do wiary! — krzyknie przedstawiciel większości Polaków, która w ubiegłym roku nie przeczytała ani jednego dzieła. Tak było, pamiętają to i potwierdzą nie tylko najstarsi i nad grobem stojący…


Przy tak dużych nakładach można by się spodziewać, że było obojętne, czyj i kiedy wydany egzemplarz trafi w nasze ręce. Otóż nie! Po pierwsze, zmienne nasilenie cenzury, szczególnie w PRL, powodowało, że treść i dobór tekstów literackich był zupełnie inny np. w 1953 i 1957 r. Czasem dzięki badaniom literackim, ujawnianiu lub odkrywaniu ukrywanych lub zaginionych rękopisów, okazywało się, że tekst dramatu czy powieści rozrastał się w kolejnych wydaniach o dodatkowe zdania, rozdziały, a nawet równoległe wersje wydarzeń. Jednak tym, co od wieków najsilniej naznaczało egzemplarz jakiejkolwiek publikacji, były dedykacje, autografy, ekslibrisy i wpisy własnościowe.

We wspomnianych już, nieodległych przecież czasach, pożądanym prezentem na poziomie był nie bon pieniężny do wykorzystania w składzie z bielizną, lecz książka, album, tomik poezji, najlepiej z kilkoma słowami skreślonymi na karcie przedtytułowej lub tytułowej. Dedykacje odautorskie mogły być podziękowaniem za wyrazy uznania lub wręcz czytelniczych hołdów, albo też próbą nakłonienia do lektury dzieła, które w innym razie nie doczekałoby się zainteresowania. Autografy składano na egzemplarzach podsuwanych przez rozhisteryzowane pensjonarki i stare panny pokroju paradnej Tereni z powieści „Nad Niemnem”. Soczyste dedykacje kapały z dzieł podarowanych kochankom, zwłaszcza tym tajemnym, niemożliwym i zakazanym, jak lord Alfred Douglas, fatalny cel uczuć Oscara Wilde’a, czy tragicznie zmarły Józio Rajnfeld, zostawiony na pastwę okupacyjnego losu przez nie dość w nim zakochanego Jana Lechonia.

W Kwadrydze, jako szanującym się antykwariacie, znalazłem specjalny dział autografów. Na amatora czeka niemieckie wydanie „Blaszanego bębenka” z zamaszystym podpisem Güntera Grassa, „Jadąc do Babadag” z hieroglifem własnoręcznym Andrzeja Stasiuka, wpisy Stefana Chwina, Agnieszki Osieckiej, Józefa Hena. Wierni Klienci mogą znaleźć autografy Skamandrytów: Iwaszkiewicza, Słonimskiego, Wierzyńskiego, Tuwima…

Największą satysfakcję mam wtedy, gdy na niepozornej półce, w jeszcze bardziej niepozornej książeczce, znajdę niezauważony wcześniej przez antykwariuszy i kolekcjonerów cymes, w rodzaju podpisu Izy Żeleńskiej, właścicielki najsłynniejszej polskiej pracowni witraży, bratowej Boya, w Tetmajera „Końcu epopei” z 1917 r., za jedyne 20 zł. Ponieważ gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach, wspomnę tylko, że omawiane wyżej cacka
są świetną lokatą kapitału, nie tylko Witkacowskie dedyki, ale również wpisy innych — wschodzących i gasnących gwiazd.

[źródło: „Gazeta na Chmielnej” nr 6/2013]

***

Książki z autografami w naszym sklepie internetowym znajdą państwo pod linkiem: https://kwadryga.com/kategoria-produktu/autografy/

© Kwadryga | wykonanie: THE NEW LOOK