ul. Wilcza 29 A lok. 25
00-544 Warszawa
tel. 022 622 11 54
0,00 

Jan Straus: Tempus fugit, czyli trzecia aukcja Antykwariatu Kwadryga

Tempus fugit, czyli jak mawiali starożytni Rzymianie: czas ucieka. I nawet zarzekanie się, że co nagle to po diable go nie zatrzyma. W rezultacie mamy niespodziewaną przez ocieplenie klimatu zimę i trzecią już aukcję „Kwadrygi”. Aukcję bardzo interesującą, choć sama „Kwadryga” bez jednego zaprzęgowego – Marcina Gałązki – wydaje się jakby trochę obolała. A może to tylko smutek nas, klientów, którym jego trochę konserwatywnego sceptycyzmu będzie brakowało. Życzmy mu więc wielu maratonów niebieskich – wiadomo, że biegał – i długich lat życia, by je zrealizował. A teraz ad rem!

Znaleziskiem, którego za Boga na niniejszej aukcji się nie spodziewałem, jest album Kraszewskiego Podlasie, zdobny rysunkami autora (poz. 13). Marzę o tej książce od lat, bo choć Kraszewskiego poety nie cierpię, Kraszewskiego muzyka (był i taki) nie znam, za Kraszewskim powieściopisarzem średnio przepadam, to Kraszewskiego: historyka, pamiętnikarza i rysownika uwielbiam. A zilustrował on sporo. Choćby: Wilię i jej brzegi hrabi Tyszkiewicza oraz drugie wydanie własnych Wspomnień Wołynia, Polesia i Litwy. Należy również dodać, że do dzieł swoich i przyjaciół Kraszewski – bywało – rysował także okładki. Marzenie moje pozostanie jednak chyba niespełnione, ponieważ cena wyjściowa dzieła, choć (ze względu na jego rzadkość) niezbyt wygórowana, przekracza moje aktualne, emeryckie możliwości. A to może już ostatnie okazja, by je nabyć, bo w osiemdziesięcioletniej historii powojennego handlu aukcyjnego pojawia się ono dopiero po raz drugi. I co niebywałe posiada dobrze zachowaną, sztychowaną okładkę.

Na naszej aukcji znajduje się również najważniejsze historyczne dzieło Kraszewskiego, nieoceniona pod względem zawartych w niej, źródłowych już dzisiaj informacji Polska w czasie trzech rozbiorów (poz. 119). Jest to drugie, dość popularne, bogato ilustrowane wydanie tej książki, podobno różniące się od wyjątkowo rzadkiej pierwszej edycji tego dzieła bogatszą, bo nie tak mocno obcięta przez cenzora, treścią. Nieboszczyk Firkowicz poszukiwał tej edycji latami, w końcu znalazł ją, ale i tak posiadał obie, ponieważ ta pierwsza nie miała dzisiaj już również źródłowych ilustracji. Rzeczy i obiekty na nich pokazane w wielu przypadkach uległy bowiem całkowitej zatracie. Stan egzemplarza wystawionego na niniejszej aukcji sprawia, że jest to rzecz godna polecenia. Festiwal Kraszewskiego na tym na naszej aukcji się nie kończy. Znajdujemy na niej bowiem drugą księgę Notatek z podróży tego pisarza. Relacji nie tylko barwnej, ale i wyjątkowo cennej dla Polaka, bo pełnej opisów najrozmaitszych poloników, napotykanych w podróży przez Włochy i Niemcy przez Kraszewskiego. Dla porządku wypada dodać, że to rzadko już dzisiaj spotykane, wydane w 1874 roku przez Ungra dzieło (poz. 118), otrzymało wówczas skromną, ale bardzo elegancką płócienną oprawę wydawniczą – trafiają się egzemplarze naszej „Podróży…” z naklejkami introligatorni Kantora.

Prezentację obiektów zawartych w katalogu trzeciej aukcji Kwadrygi bardzo ożywia zróżnicowanie formatu zdjęć poszczególnych pozycji. I choć zabieg ten dyskryminuje większość z wystawionych na licytację obiektów, pozwala on domowi aukcyjnemu na pewne ukierunkowanie zainteresowań klientów, co może globalnie poprawić finansowy wynik aukcji. Zabieg to jednak obosieczny, bo w przypadku aukcji złożonej z obiektów powierzonych, może on doprowadzić do odpływu urażonych, nierównym potraktowaniem komisantów. Tak czy siak, większość wyróżnionych powiększeniem pozycji na takie potraktowanie jednak zasłużyła. A starym wyjadaczom decyzja właścicieli Kwadrygi ułatwi zakup pozycji: niesłusznie nieco gorzej potraktowanych. O paru z nich za chwilę napiszę, o wszystkich nie dam rady.

Nim jednak do tego zadania przystąpię, powrócę na chwilę do drugiej z najjaśniejszych gwiazd tej aukcji: jest nią trzytomowa powstała w Pracowni Badania Sztuki XX Wieku PAN, praca zbiorowa pod redakcją Piotra Wojciechowskiego, nosząca tytuł Polskie Życie Artystyczne w latach 1890–1960 (poz. 531). Podsumować ją można jednym stwierdzeniem: że w ciągu siedemdziesięciu lat, które minęły od zakończenia drugiej wojny światowej, w polskiej literaturze tematu nie ma od tej pracy cenniejszej. Wydana w sporych odstępach czasu: tom pierwszy w roku 1967, tom drugi w roku 1974, trzeci w roku 1992, w mikroskopijnym jak na owe czasy i zapotrzebowanie nakładzie 1200 egzemplarzy, praca ta od wielu już lat – zwłaszcza w komplecie – nie tylko w polskich antykwariatach jest praktycznie nie do zdobycia. Gdyby zaginęła lub w ogóle nie powstała, była by dzisiaj nie do odtworzenia: nie ma już bowiem ani zespołu, który mógłby ją odtworzyć, ani środków na jej wydanie i opracowanie. Dowód: brak jakiejkolwiek nadziei na kontynuację.

Unikatową cechą kultury polskiej na tle kultury europejskiej są wszelakie wydawnictwa tajne, podziemne, emigracyjne i bezdebitowe, co jest wynikiem naszej niełatwej historii i nieciągłej niepodległości. Każde z nas spotkało się z nimi chociażby w okresie stanu wojennego. Mało kto jednak pamięta, że pierwsze druki z ukrytymi: miejscem wydania, nazwiskami wydawcy i autora, zatajonymi z obawy przed czekającymi te osoby konsekwencjami ze strony najeźdźcy, pojawiły się już w ostatnich chwilach I Rzeczypospolitej. Były to niektóre druki polemiczne z czasów Sejmu Czteroletniego (np. głośny Postylion z trąbką warszawską) wydawane anonimowo przez Jana Potockiego w Drukarni Wolnej, polowej, czy też drukowana we Wiedniu i przemycana do Polski, jeszcze słynniejsza od trąbki postyliona, Forma prawdziwego, wolnego Rządu przez Konfederację Targowicką ułożona przez Juliana Ursyna Niemcewicza, wyposażona – by było dowcipniej – w kartę tytułową głoszącą, że księga ta – targowicką biblią zwana – została wydana jakoby w Tulczynie. Jeden z takich druków (poz. 67) znajduje się właśnie na naszej aukcji: jest to Życie Piotra III, cara moskiewskiego, męża Katarzyny II dziś panującej Moskwie. Jak wiadomo ten nieprzypadkowo popularny w moskiewskim wojsku i wśród chłopów pańszczyźnianych car (zniósł obowiązującą w Rosji karę knuta), wykreowany (nie do końca słusznie) przez rosyjską historiografię na całkowitego idiotę, został w sposób okrutny zamordowany przez oficerów gwardii pietropawłowskiej na polecenie swojej ślubnej małżonki. Prezentowana, pochlebna w treści dla Piotra III książka, była więc policzkiem celowo wymierzonym przez wydawcę Semiramidzie północy. Nie ukazała się ona oczywiście ani w Krakowie, ani nakładem nieistniejącej drukarni Dziedzickiej i Sukcesorów, jak to zaznaczono na karcie tytułowej dzieła. Książki tej zapewne nie wydano również na Wołyniu, jak to sugeruje Estreicher; Wołyniu będącym za to wielce prawdopodobnym miejscem jej składowania i dystrybucji. Życie Piotra III jest najprawdopodobniej adaptacją jednego z kilku popularnych wówczas w Europie druków o tym tytule, niestety pozbawioną zamieszczanego w nich obowiązkowo: smakowitego rozdziału wyliczającego kochanków dostojnej – jak nazywają Rosjanie – Katieńki. Wydawca nie uczynił tego zapewne z szacunku dla ostatniego naszego króla, który był współtwórcą tekstu konstytucji 3 Maja i jednym z pierwszych i znamienitszych kochanków carycy. Późniejszych druków konspiracyjnych na naszej aukcji jet sporo, w większości są to jednak druki z czasów drugiej wojny światowej.

W dziale varsovianów, które są jedną ze specjalności Kwadrygi, tym razem brak wielkich przebojów. Są za to rzadkie antykwarskie smaczki. Na specjalną uwagę zasługują zwłaszcza dwie krajoznawcze ramotki. Pierwsza z nich opiewająca Ranek majowy na Saskiej Kępie (poz. 236) to nie tylko kapitalny obrazek z życia dziewiętnastowiecznej Warszawy, ale bodajże pierwszy druk zwarty – bo data wydania tej książki to rok 1865 – poświęcony tej dzisiaj tak już dobrze wrośniętej w ramy naszej stolicy dzielnicy. Nabywcy tego dziełka polecam zawartą w nim krótką opowieść o tym, jak trudno (nawet będąc patentowanym gojem) udowodnić w Polsce, że nie jest się Żydem. Równie dowcipna jest wydana w 1896 roku broszurka Apolinarego Kowalskiego zatytułowana Wieś w Warszawie, reklamująca się na okładce zdaniem: „Daremne poszukiwanie przez pewnego Warszawiaka w różnych a nieraz nawet i odległych okolicach tego, co miał pod samym, za przeproszeniem nosem.” Wzbogacają tę broszurkę (poz. 251) dodatkowo dwie świetne proweniencje: ekslibris wybitnego kolekcjonera druków warszawskich Kazimierza Pątka oraz nalepka świadcząca, że dziełko to pochodzi ze znakomitego księgozbioru profesora Edwarda Towpika. Z nowszych warszawskich druków na szczególną uwagę zasługuje unikatowy w handlu, wydany w 1934 roku w języku francuskim (poz. 252) folder, reklamujący usługi świeżo wówczas otwartego Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (L' institut Central D' éducation Physique à Varsovie) czyli dzisiejszego AWS, obdarzony interesującą, niestety dość nieczytelnie podsygnowaną [czyżby Bogdan Nowakowski?] okładką. Może on być interesujący również dla historyka architektury, ponieważ zawiera liczne zdjęcia zabytkowych już dzisiaj budynków Instytutu.

Wielce smakowite varsovianum zwiera także wydany w 1843 roku w Warszawie: Wykład praktyczny miernictwa, pióra Wincentego Józefowicza. Dziełko to (poz. 338) zawiera bowiem historycznie pierwszy, topograficzny plan Lasku Bielańskiego.

Wertując katalog Kwadrygi przynajmniej raz przypomniały mi się niegdysiejsze, toczące się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku aukcyjne boje. A bito się wtedy chyba najzażarciej o książki historyczne i herbarze. Przebojami w dziele heraldyki – poza herbarzami Niesieckiego i Bonieckiego – były wówczas wielotomowe „katalogi” biskupów krakowskich, gnieźnieńskich i łowickich, które w kompletach osiągały ceny znacznie przewyższające kilkukrotną wielokrotność ówczesnych średnich, inżynierskich pensji. Więc napotkawszy na naszej aukcji wydany w 1852 roku czterotomowy Katalog biskupów i kanoników krakowskich (poz. 123) pióra tytularnego biskupa Joppejskiego Ludwika Łętowskiego wzruszyłem się bardzo (choć jako skromny potomek dziewiętnastowiecznych bourgeois nie zbieram herbarzy) i uroniłem łzę na widok skromnej ceny tego dzieła, sięgającej zaledwie trzech tysięcy złotych. Heraldyka i genealogia w ofercie aukcyjnej Kwadrygi to zresztą godne polecenia novum. Również ta nie najstarsza. Zwłaszcza pierwsze, przez lata blokowane przez naszą arystokrację wydanie Liber Generationis Plebeanorum zwane potocznie liber chamorum (poz. 180). Dzieło to zawiera zbiór haków zebranych w XVII wieku na dobrze urodzonych przez żyjącego z procesów o nieprawidłową sukcesję majątków Waleriana Nekandę Trepkę. Pełno więc w nim smakowitych ploteczek o najrozmaitszych małżeńskich nieprawościach i zawirowaniach w gałęziach herbowego drzewa. A gdyby ktoś chciał sobie takowe drzewo od nowa zasadzić, to trafia się właśnie okazja: gotowy, wyjątkowo pięknie wyrysowany, unikatowy formularz Drzewa rodowego (poz.170) in blanco za jedyne 170 zł, jedno z większych curiosów na tej aukcji. Bardzo trudna do nabycia, choć nie stara, jest również wydana w 1938 roku w nakładzie 300 egzemplarzy monografia Rodu kniaziów Weryhów, (poz.181) bowiem druga wojna światowa sprawiła, że książka ta, wraz z dużą częścią tego kresowego rodu, definitywnie zniknęła z tego świata.

Nieubłagany czas również sprawił, że coraz trudniejsze są do zdobycia zeszyty nutowe przedwojennych przebojów: kabaretowych i filmowych. Kiedyś kupowano je głównie po to, by zasłyszaną melodię móc wygrać na fortepianie i zaśpiewać; dziś zachwycają one urodą swoich okładek, projektowanych przez Mariana Walentynowicza, Jerzego Radlicza, Stanisława Dobrzańskiego i Jana Mucharskiego, że wymienię tu artystów najważniejszych. Wiele z nich to małe plakaty, arcydzieła grafiki reklamowej. Do najlepszych tego typu projektów należą: okładka przeboju Wiem, że cię kocham z filmu 10 z Pawiaka (poz.287) oraz okładka reklamująca tango Pocałunek kochanki, z rewii Tik – Tak (poz.281) granej na deskach teatru „Morskie Oko” – obie wyrysowane przez Mariana Walentynowicza. By stwierdzić jak wielką reprezentują one klasę wystarczy spojrzeć na renomowaną, tak jak 10 z Pawiaka, wykonaną w fotomontażu, okładkę Nowoczesnego biura Kazimierza Barlińskiego, autorstwa jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej Awangardy, Henryka Stażewskiego (poz.326). A dla wyjaśnienia: ci odbici z Pawiaka, to bojowcy z PPS-u, z rewolucji 1905 roku. I cała pokazana w tym filmie historia jest prawdziwa.

Z Awangardą zrobił nam się kłopot. Jeszcze nie tak dawno, na aukcjach Rara Avis osiągała ona zawrotne jak na Polskę ceny. I nagle wyparowała. Została wykupiona przez zagranicznych kolekcjonerów. Z Polski, jak poprzednio z Czech i Węgier, wyfrunęły nawet absolutne unikaty, niezauważone lub zlekceważone przez biblioteki: Narodową i Jagiellońską. Ocalało parę prywatnych kolekcji, trochę rzeczy częstszych i parę rozproszonych ostańców. Należy do nich piękny pod każdym względem tom poematów twórcy formizmu, Tytusa Czyżewskiego – Robespierre. W czasach „awangardowej” prosperity cena tej książki dobijała do dziesięciu tysięcy złotych. Na naszej aukcji piękny jej egzemplarz (poz. 004) jest do wzięcia za sumę wielokrotnie niższą. To okazja, z której proponuję skorzystać, bo moda na Awangardę do Polski wróci. I wtedy to my będziemy musieli szukać naszych druków za granicą. Tak jak czynimy to teraz zwożąc obrazy, starodruki i rzadkie dokumenty.

Z Tytusem Czyżewskim pod pachą dobiliśmy do krainy poezji. O obecnych na niniejszej aukcji wydaniach naszych romantyków pisał nie będę. Pierwsze wydania Krasińskiego kupuje się przecież dla prestiżu, bo nikt rozsądny tego poety już dzisiaj, zwłaszcza w tej formie, i za te pieniądze, nie czyta. Większość z nas z trudem przebrnęła przez Nieboską komedię w szkole i uważamy, zresztą chyba słusznie, że powinno nam to wystarczyć. A listy Krasińskiego, wydane już po wojnie, jeszcze nie uchodzą za kolekcjonerski rarytas. Na aukcjach się więc nie pojawiają, choć są coraz trudniejsze do dostania. W dodatku wydane toto zostało na mało kontrastowym i niesprzyjającym lekturze biblijnym papierze. No i tyle żartów. A teraz do „prawdziwych” miłośników poezji słów kilka. Dzięki wystawie w Muzeum Literatury i paru książkom słusznie przypomniano nam Zuzannę Ginczankę, w pierwodrukach poetkę może najtrudniejszą – ze wszystkich dam polskiej literatury – do zakupienia. No i w efekcie poleje się krew, bo właśnie jedyny, wydany przed wojną i unikatowy w handlu (jednak tylko w handlu) tomik wierszy tej poetki, O centaurach (poz. 8) prawie że otwiera naszą aukcję. Krew tę warto przelać, nie zapominając jednak, że na naszej aukcji jest do kupienia parę innych tomików poezji kobiecej od Ginczanki na pewno nie gorszych, a może i lepszych. Na przykład wydany we wrześniu 1939 roku Szkicownik poetycki, arcydzieło Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej (poz. 393), równie starannie i pięknie wydane u Mortkowicza Poezje Kazimiery Zawistowskiej (poz. 499) oraz ozdobiony barwnymi ilustracjami Leli Pawlikowskiej, wydany nakładem Pawlikowskich w Medyce poemat Beaty Obertyńskiej O braciach mroźnych (poz. 477). Tu zwrócę się z apelem do piszących i wydających poezje – zwłaszcza pań – o przypomnienie innej, zapomnianej, piszącej po polsku, świetnej poetki pochodzenia żydowskiego, na chwilę przywołanej w nakładzie bodajże 100 egzemplarzy przez studenckie „Generacje” – Mili Elin. Ona również, jak Ginczanka, nie przeżyła wojny. Garść rękopisów tej poetki posiadał w swoim czasie nieżyjący już Rafał Nowacki. I być może wraz z jego zbiorami wyfrunęły one z naszego kraju. Wcale też nie jestem pewien, czy zostały one zauważone przez nabywcę biblioteki pana Rafała i czy nie powędrowały do kosza. Z mniej znanych poetów, mężczyzn, klasą Ginczance nie ustępuje Jerzy Liebert – na aukcji mamy oba jego przedwojenne tomy: Kołysankę jodłową (poz. 472) i wydane w „Ignisie” Druga ojczyzna (poz. 471) ze świetną, wczesną, literniczą okładką autorstwa Tadeusza Gronowskiego. Z rzeczy naprawdę rzadkich, a mniej znanych, są także do nabycia: wydane w 1936 roku Prawo drapieżne Włodzimierza Pietrzaka (poz. 480), naprawdę dobre wiersze; debiut Tadeusza Łopalewskiego – wydana w 1936 roku Kabała (poz. 473); jeden z kilku przedwojennych, b. rzadkich w handlu tomików Mieczysława Jastruna Dzieje nieostygłe (poz. 461) (z dedykacją dla znanego, międzywojennego krytyka literackiego Ignacego Fika) oraz jeden z rzadszych tomików Emila Zegadłowicza, wydane po bibliofilsku, w Bibliotece Stu dwudziestu Nad brzegiem zodiaku (poz. 500). O reszcie – poetach powojennych, Tuwimie, Słonimskim – nie będę już pisał, bo oczywista.

Na rzadkości plakatów się nie znam, bo ich nie zbieram, ale z przyjemnością zauważyłem doczepioną do nich garść barwnych ulotek reklamowych. Na tle pełnych uroku, choć kiczowatych, ulotek reklamujących gilzy papierosowe firmy Dzwon, gwiazdorską urodą wyróżniają się projekty reklamujące: drukarskie farby offsetowe firmy ATRA oraz wody kwiatowe marki Puls autorstwa odpowiednio: (poz. 614) – F. Mączyńskiego i Henryka Tomaszewskiego – (poz. 615). Wypada dodać, że projekty te zostały wydarte z Rocznika Szkoły Przemysłu Graficznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie za rok 1932-1933 – fot.1; że powstały one w ramach ćwiczeń, zorganizowanych dla uczniów tej placówki w roku 1932, i że najprawdopodobniej nigdy nie były ani przez ATRĘ, ani przez Puls eksploatowane. Że były to zadania uczniowskie świadczą dowodnie załączone w przedmiotowym roczniku prace innych uczniów na ten sam temat. Dla ARTE (poza Tomaszewskim) wyróżniające się projekty wykonali bowiem jeszcze: Stefan Bernaciński i Franciszek Micha – fot. 2 – 3 , także uczniowie szkoły. Roczników Szkoły Przemysłu Graficznego im. J. Piłsudskiego ukazało się w sumie sześć – ostatni za rok szkolny 1935-1936 (przynajmniej tyle mam na półce). Wszystkie ukazały się w nakładzie 300 egzemplarzy, wszystkie też zostały wydrukowane w warsztatach Szkoły. Okładki do nich projektowali uczniowie. Każdy z roczników zawiera kilkadziesiąt wspaniałych projektów i wobec tego żal, że te tak rzadkie wydawnictwa są dekompletowane.

Tempus fugit i tylko ta pociecha, że obok rzeczy dobrych mijają i wydarzenia złe. Minął też zadekretowany nam przez układ jałtański socjalizm. Ciekawym śladem, wiele mówiącym o początkach władzy komuny w naszym kraju jest sporych rozmiarów teka (poz. 232) oznaczona naklejką Wydawnictwa przedwyborcze. Otwiera ją spis dokumentów propagandowych przygotowanych na wybory w 1947 roku z zaznaczonymi ptaszkiem ulotkami, które już zostały wydrukowane, zaś myślnikiem materiały będące dopiero w druku. Podane obok nakłady poszczególnych ulotek wskazują, że właścicielem lub depozytariuszem opisywanej teki była osoba z kręgów władzy, czynnie uczestnicząca w planowaniu kampanii wyborczej na rzecz KPP. I choć nie wszystkie wyszczególnione w spisie druki zachowały się, to i tak jest to zbiór imponujący – trudny do skompletowania nawet przez wiele lat. Jednym słowem, w przypadku naszej teki, mamy do czynienia z obiektem wyjątkowo interesującym nie tylko dla historyka.

Na zakończenie: wzorem Mowgliego z Księgi dżungli życzę Państwu pomyślnych łowów.

Jan Straus

© Kwadryga | wykonanie: THE NEW LOOK